Diagnoza i metody pracy Zespół Aspergera

Celem szkolenia jest przedstawienie podstawowych informacji dotyczących autyzmu i zespołu Aspergera (ZA), kryteriów diagnostycznych oraz metod terapeutycznych stosowanych w pracy z osobami z autyzmem i ZA. Szkolenie przeznaczone jest dla wszystkich osób zainteresowanych problematyką całościowych zaburzeń rozwoju, pracujących lub planujących pracę z osobami z autyzmem, studentów oraz dla rodziców dzieci z zaburzeniami rozwoju.
Szkolenie odbywa się w formie seminaryjnej z elementami pracy warsztatowej.

Program szkolenia:

  1. Autyzm i zespół Aspergera- historia i etiologia zaburzeń.
  2. Kryteria diagnostyczne autyzmu i zespołu Aspergera.
  3. Funkcjonowanie poznawcze i społeczne – jak wygląda świat oczami autysty.
  4. Zaburzenia integracji sensorycznej.
  5. Fakty, mity, ciekawostki.
  6. Najpopularniejsze metody pracy terapeutycznej dla osób z autyzmem i ZA.
  7. Wsparcie dla rodzica i współpraca z kadrą terapeutyczną.

Terapia pedagogiczna dzieci i młodzieży

2 dniowe szkolenie dla pedagogów, terapeutów, nauczycieli i rodziców

Program

1. Cele, zadania i podmiot oddziaływania pedagogiczno – psychologicznego w terapii pedagogicznej.
2. Dziecko jako podmiot oddziaływań terapii pedagogicznej.
3. Zaburzenia czytania i pisania – metodyka pracy.
4. Metodyka pracy z dziećmi mającymi trudności w nauczaniu matematyki.
5. Pedagogika specjalna w systemie wsparcia edukacyjnego dzieci i młodzieży.
6. Warsztat metodyczny wychowawcy.
7. Rola pomocy terapeutycznych w procesie terapeutycznego wsparcia na przykładzie zastosowań praktycznych rozwiązań w pracy z dziećmi
8. Etyka zawodowa pedagoga – terapeuty.

Zniżki do 20 % dla grup powyżej 5 osób

Poznawczo Behawioralna Terapia dzieci i młodzieży

POZNAWCZO – BEHAWIORALNA TERAPIA DZIECI I MŁODZIEŻY

KATOWICE, SZCZECIN, POZNAŃ
5-7 PAŹDZIERNIK 2018 R.

Poznań, Szczecin

………………………………………………………………………

19-21 PAŹDZIERNIK 2018 R.

Katowice

CENA 600 ZŁ PŁATNE W 2 RATACH
INFORMACJE : 884 84 84 99
zapis : mail: terapie.iq@gmail.com

Zakres szkolenia:
Założenia teoretyczne psychoterapii poznawczo – behawioralnej dorosłych, nastolatków i dzieci są takie same. Niemniej jednak psychoterapeuci decydujący się pracować z osobami poniżej osiemnastego roku życia i młodymi dorosłymi muszą zmierzyć się z wieloma dodatkowymi problemami. Są to między innymi:
Konieczność włączenia w proces terapii dorosłych opiekunów – rodziców, dziadków, nauczycieli,
Dużo większe znaczenie metod behawioralnych, zwłaszcza u dzieci poniżej 13 roku życia, kiedy to jeszcze procesy poznawcze nie są w pełni ukształtowane,
Rozpoznania i problemy rozwojowe typowe dla tych faz rozwojowych.
W trakcie warsztatu autorzy skupiają się na technikach i metodach przydatnych w pracy z dziećmi i młodzieżą, a także na ważnym zagadnieniu jakim jest wciąganie rodziców i opiekunów w behawioralne modele modyfikacji zachowań.

Terapia aparatu mowy

SZKOLENIE:
17-18 Luty i 7-8 Kwiecień 2018

dla logopedów

w Szczecinie i Poznaniu

Program szkolenia

17 godzin
Specyfika rozwoju psychoruchowego małego dziecka w aspekcie komunikacyjnym.
Praca terapeutyczna w obrębie aparatu mowy.
Cele:
zapoznanie z przebiegiem rozwoju psychoruchowego dziecka w wieku 0-3 lata
omówienie kluczowych umiejętności w rozwoju ruchowym, komunikacyjnym, społeczno–emocjonalnym dziecka
rozwijanie umiejętności obserwacji oraz analizy objawów wskazujących na zaburzenia w rozwoju dziecka pod kątem całościowych zaburzeń rozwoju, w tym spektrum autyzmu
omówienie technikami diagnostycznymi do badania poziomu rozwoju psychoruchowego dziecka
analiza etapów rozwoju mowy u dziecka od 0 do 3 r.ż.
omówienie prawidłowości i zakłóceń w rozwoju odruchowym w obrębie narządów artykulacyjnych dziecka
zapoznanie z prawidłową stymulacją wewnątrzoralną u dzieci z problemami rozwojowym
prezentacja zasad postępowania z dzieckiem z wybiórczością jedzenia oraz wspomagania terapii logopedycznej
Prowadzący: psycholog kliniczny I
neurologopeda

Szkolenie obejmuje 20h wykładowych

Cena za jedna osobę: 600 zł
Program warsztatów:
Rozwój psychoruchowy dziecka w wieku 0-3 lata
rozwój ruchowy
rozwój kompetencji komunikacyjnych, rozwój mowy
rozwój społeczno–emocjonalny
rozwój zabawy

Analiza nietypowych objawów w rozwoju dziecka w oparciu o materiały wideo
Specyfika postępowania diagnostycznego dziecka z zaburzeniami rozwoju
Opracowanie raportu z obserwacji dziecka z podejrzeniem zaburzeń rozwojowych
Wyznaczenie kierunków wspomagania terapeutycznego dziecka z zaburzeniami rozwojowymi
Wybrane Skale diagnostyczne do oceny poziomu rozwoju psychoruchowego dziecka
Prawidłowy rozwój mowy dziecka
Charakterystyka i zaburzenia mowy oraz dysfunkcje procesów integracji sensorycznej u dzieci z chorobami układu nerwowego
Ocena logopedyczna dziecka
Noworodek i niemowlę
Dziecko powyżej 18 miesiąca życia
Dziecko 3 letnie

Postępowanie logopedyczne wobec dziecka z nieprawidłowymi odruchami niemowlęcymi (0-12 miesięcy)
Masaż logopedyczny
Masaż twarzy w SI prezentacja / film / omówienie
Masaż wg. dr Stecko – film / omówienie
Masaż szczoteczkami Canpol – filmy / omówienie
Masaż zimnymi szpatułkami- filmy / omówienie

Zaburzenia pobierania pokarmów
Nieprawidłowości i choroby w obrębie przełyku i gardła – dysfagia film / omówienie
Zaburzenia czucia głębokiego w obrębie buzi
Zaburzenia z obszaru przetwarzania bodźców sensorycznych i wybiórczość jedzenia
Cena zawiera:
materiały szkoleniowe;
certyfikaty dla uczestników szkolenia;
kawa, herbata, CIASTKA

Skutki braku miłości i bliskości w dzieciństwie

U niemowlęcia mającego ciągły kontakt z ciałem opiekunki jego pole energetyczne stanowi jedność z jej polem, zaś nadmiar energii obojga może rozładowywać się poprzez jej wyłączną aktywność.
Niemowlę może być dzięki temu rozluźnione, wolne od kumulującego się napięcia, bo nadmiar jego energii przepływa na opiekunkę.
Istnieje zauważalny kontrast między zachowaniem niemowląt Yequana w objęciach opiekunki, a naszymi niemowlętami, które większość czasu spędzają w fizycznej izolacji od matki.
Dzieci Yequana są łagodne i niewymagające, nie stawiają oporu, jeśli trzymać je lub nieść w wygodnej pozycji.
Nasze niemowlęta wierzgają nogami, gwałtownie machają rękami, wyginają sztywny kręgosłup w napięty łuk. Wiercą się i prężą w łóżeczkach, i wózkach, i trudno je utrzymać, kiedy zachowują się podobnie w naszych objęciach.
Starają się uwolnić rosnące napięcie spowodowane tym, że nabrały więcej energii, niż potrafią w sposób nieskrępowany zatrzymać lub rozładować. Podniecone zainteresowaniem wobec jakiejś osoby wydają przeraźliwe wrzaski i skręcają się. Choć wyrażają w ten sposób zadowolenie, bodziec wyzwala gwałtowną reakcję mięśni, zużywając ukrytą energię.

Niemowlę biernie schowane w zaciszu swego kontinuum, kiedy zaspokojone zostają jego oczekiwania stałego kontaktu fizycznego, nie dąży do rozładowania energii, pozostawiając to aktywnemu dorosłemu lub dziecku, które je trzyma. Sytuacja ulega radykalnej zmianie w momencie, gdy niemowlę kończy fazę życia w objęciach opiekunki i zaczyna pełzać. Samo wtedy musi zużyć energię, przynajmniej w ciągu dnia, gdy jest z dala od matki. Następuje ogromny wzrost jego aktywności. W krótkim czasie pełzanie staje się efektywne, dziecko wędruje z imponującą prędkością, która ulega przyśpieszeniu, gdy zaczyna raczkować. Jeśli nic go nie ogranicza, pełza energicznie i uparcie po całym terenie, zu- żywając nadmiar energii w poznawaniu świata, w jakim przyszło mu żyć.

Gdy dziecko zaczyna chodzić, biegać i bawić się, czyni to w takim tempie, jakie dorosłemu wydawać się musi szalone. Usiłujący nadążyć za nim, szybko by się zmęczył. Rówieśnicy i starsze dzieci są dla niego bardziej stosownym towarzystwem. Pragnie je naśladować i czyni to najlepiej, jak potrafi, zgodnie że stale rosnącymi zdolnościami. Nikt poza nim samym nie ogranicza tej niesamowitej aktywności. Gdy się zmęczy, wraca odpocząć do matki, a gdy jest starsze – na swoje posłanie. Jednakże dziecko nie jest w stanie rozładować energii i trwać w dobrym samopoczuciu, jeśli z jakiegoś powodu – co tak często zdarza się w cywilizowanym sowiecie – jego działania są ograniczane, czy to przez niewystarczająco dużo czasu poświęcanego na zabawę na podwórku, czy ograniczoną przestrzeń domową, lub gdy jest uwięzione w kojcu, uprzęży, dziecinnym łóżeczku czy w specjalnym krzesełku.

Jak brak bliskości w dzieciństwie wpływa na naszą seksualność?

 

W wieku dorosłym nadmiar nieuwolnionej energii jest podobnie koncentrowany przez wstępną grę seksualną, a uwalniany w orgazmie. Tym samym stosunek seksualny służy dwóm różnym celom – reprodukcji oraz zachowaniu przyjemnego poziomu energii. Wśród ludzi, których deprywacja bliskościskazała na życie w stanie napięcia pomiędzy różnymi aspektami ich osobowości, orgazm uwalnia jedynie powierzchowną część energii więzionej w ich permanentnie napiętych mięśniach.

Owo niepełne uwolnienie jej nadmiaru stwarza chroniczny stan niezadowolenia, przejawiający się złym humorem, nadmiernym zainteresowaniem seksualnym, niezdolnością do koncentracji, nerwowością lub rozpustą. Sprawę pogarsza jeszcze i to, że u dorosłych pozbawionych doświadczeń niemowlęctwa potrzeba fizycznej ekspresji seksu jest zmieszana z potrzebą nieseksualnego kontaktu, jaka pozostała im po tym okresie. Zazwyczaj ta druga nie jest w naszym społeczeństwie uznawana, a każde pragnienie kontaktu interpretowane jest jako seksualne. Zatem seksualne tabu obejmuje wszelkie dodające otuchy nieseksualne formy fizycznego zbliżenia. Nawet dzieci i dorośli plemienia Yequana, którym dana była w niemowlęctwie cała niezbędna gama zbliżeń, nadal je lubią, siadają blisko siebie, leżą w tym samym hamaku, a nawet wyręczają partnerów w niektórych czynnościach związanych z toaletą. My o wiele bardziej niż oni posiadamy potrzebę przełamania obecnego tabu i uznania ludzkiej potrzeby wsparcia i kontaktu. Niezaspokojona i infantylna niezmiernie zwiększa wymagania, jakie mamy wobec siebie, nie żyjąc zgodnie z naturą dzieciństwa i wieku dojrzałego. Trwa tak długo, dopóki istnieje szansa jej zaspokojenia, o ile chcemy ją zaspokoić.

Na bazie: J.Liedloff „W głębi kontinuum”

https://zenforest.wordpress.com/

Nie radzą sobie z dzieckiem

Dlaczego dzieci zaczynają okazywać agresję względem rodziców? Jak kształtują się relacje we współczesnej rodzinie? Kiedy rodzice powinni poprosić o pomoc specjalistę? Rozmawiamy o tym z psychologiem Hubertem Czemierowskim.

Lukas i Elias to dziewięcioletni bliźniacy. Śliczni jak aniołki. Wspólnie z mamą, młodą kobietą po niedawno przebytej operacji plastycznej, spędzają lato w domu na wsi. Biegają po lesie, pływają w jeziorze, trochę się nudzą i zaczynają buntować się przeciw zasadom narzuconym w domu. Mama staje się poirytowana. Synowie stają się agresywni. A agresja ma tendencje do eskalacji.

Chłopcy fantazjują o wrzucaniu jej robaków do łóżka, a później ją do niego przywiązują. Zalepiają jej usta klejem, a potem rozcinają je nożyczkami do paznokci. Twarz matki wykrzywia grymas bólu. Na białą pościel ścieka krew, ale jej krzyków na odludziu nikt nie usłyszy.

Ten horror rozgrywa się w filmie „Widzę, widzę”. Severin Fiala i Veronika Franz przełamują w nim silne tabu: agresji, którą dzieci mogą wykazywać wobec własnych rodziców. I przemocy, którą może się to skończyć. Mocny obraz potraktowaliśmy jako punkt wyjścia do rozmowy o tym, co się dzieje, kiedy to dzieci próbują przejąć władzę nad dorosłymi.

Anna Bielak: „Spędziliśmy na tym planie najlepsze lato w życiu” – powiedzieli Lukas i Elias Schwarzowie. W filmie „Widzę, widzę” chłopcy zagrali braci, którzy torturują mamę. Przemoc bez konsekwencji jest źródłem przyjemności?

Hubert Czemierowski: Przemoc jest ekscytująca. Nie sądzę jednak, że ekscytuje zadawanie bólu. W grę wchodzi raczej posiadanie władzy nad drugą osobą. To ona jest podniecająca. Znajoma opowiadała mi, jak będąc jedenastoletnią dziewczynką, uczennicą z wzorowym zachowaniem i czerwonym paskiem na świadectwie, odkryła, jaką przyjemność sprawia dzierżenie władzy nad kimś od niej słabszym. Razem z przyjaciółką pojechały na obóz i okazało się, że dzielą pokój z koleżanką, która panicznie boi się opowieści o duchach. Wystarczyło kilka słów i koleżanka nie spała całą noc, trzęsąc się ze strachu i płacząc. Wspominała, że delektowały się poczuciem posiadania tak wielkiego wpływu na kogoś innego. W dobrych domach, w których się wychowały, nigdy się z czymś takim nie spotkały.

Jak kształtują się relacje władzy we współczesnych rodzinach?

– Układy są dziś bardziej partnerskie, niż były kiedykolwiek wcześniej. Pokolenia urodzone na przełomie lat 70. i 80. z uporem do tego dążyły. Ludzie, którzy dziś są po trzydziestce, byli jeszcze wychowywani w tradycyjny sposób – w rodzinach, w których władzę dzierżyli starsi. Wielu z nich nie chce powielać tego modelu. To zresztą naturalne, że każde kolejne pokolenie chce działać w kontrze do poprzedniego. Rodzice, którzy nie cieszyli się pełnią wolności jako młodzi ludzie, właśnie ją najbardziej chcą podarować swoim dzieciom. Ci, którzy żyli w szarej rzeczywistości, wydają pieniądze na zabawki, podróże i ciuchy. Tacy, którym w młodości powtarzano, że dzieci i ryby głosu nie mają, chcą rozmawiać z dziećmi i pozwolić im na podejmowanie decyzji. I generalnie nie ma w tym nic złego.

Ale każdy kij ma dwa końce.

– Bo czasem granica między dorosłym a dzieckiem za bardzo się zaciera. Współcześni rodzice często nie chcą wejść w rolę „dorosłych”. Szukają w dzieciach partnerów do wspólnej zabawy. Czasem, kiedy widzę na ulicy matkę i nastoletnią córkę, trudno mi powiedzieć, która jest która. Jedna się odmładza, druga się postarza. Pamiętam też jeden z pikników rodzinnych, w których uczestniczyłem. Przyszedł na niego ojciec z synem. Byli identyczni. Ubrani w takie same szorty i koszulki polo. Mieli takie same fryzury. Trzydziestoletni facet wyglądał i zachowywał się jak ośmiolatek – jakby był kumplem swojego syna. Zresztą ubrania dla dzieci kiedyś były zupełnie inne. Dziś są tylko zminiaturyzowanymi wersjami ubrań dla dorosłych. Za tą zmianą idą kolejne.

Jakie?

– Kiedyś mówiliśmy o niewinności, dziś małe dzieci się seksualizuje. Siedmioletnie dziewczynki noszą wydekoltowane bluzki i kabaretki. Zmieniła się też literatura dla dzieci. Kiedyś poruszała tylko określony zakres tematów, teraz w książkach dla dzieci można przeczytać o wszystkim – o rozwodach, śmierci, fizjologii. Dzieci wielu moich znajomych mówią też dorosłym po imieniu. Kiedy do mojego syna przychodzi siedmioletni kolega, słyszę od progu: „Cześć Hubert! Co słychać?”. Oczywiście to nie oznacza, że dziecko, które zwraca się do dorosłego po imieniu, nie ma do niego szacunku, ale bez wątpienia dziecku, które wita się z mamą pod szkołą: „Hej, Marta”, łatwiej powiedzieć przy stole: „Ej, Marta, nie będę tego jadł!”.

Dziecko się awanturuje, a rodzicowi nie przystoi dziś dać mu klapsa w pupę.

– Coraz mniej rodziców pozwala sobie odpowiadać na pytanie dziecka: „Dlaczego” stwierdzeniem „Bo ja ci tak każę!”. Dziś dzieciom wszystko się spokojnie wyjaśnia i tłumaczy, jakby chciało się im coś udowodnić i przekonać do zmiany poglądu. Rodzice dają pole do dyskusji i otwierają się na przyjęcie argumentów z drugiej strony. Zresztą dzieci urodzone po 2000 roku – należące do tzw. Generacji Z – nie uznają, że dorosły ma autorytet z racji swojego wieku. Nie wystarczy już być tatą albo wujkiem, na szacunek trzeba sobie zapracować tym, co się mówi i co sobą reprezentuje. Dorosłość trzeba obronić, a dzieci są dziś bardzo krytyczne. Ale przecież chcieliśmy, żeby były świadome, otwarte, nie bały się zadawać pytań i nie siedziały cichutko w kącie z nosem w malowance. I takie się stały.

Takie pseudopartnerstwo zaburza jednak pewien układ sił i podział ról.

– W dobrze funkcjonującej rodzinie role zawsze są jasno określone – rodzic jest rodzicem, a dziecko dzieckiem.

No dobrze, ale co mają robić rodzice, kiedy układy między dziećmi a rodzicami stają się nazbyt partnerskie? Czy to może być groźne lub niezdrowe? Jak sobie radzić ze zmianą, jeśli ta zmiana pójdzie za daleko?

– Zacznijmy może od tego, że nie każde partnerstwo z dziećmi jest z natury złe. Znam wiele rodzin, w których relacje panujące między rodzicami a dziećmi na pozór są pełne luzu, jednak obydwie strony doskonale zdają sobie sprawę z tego, gdzie są granice. Taki układ nie niesie ze sobą specjalnych zagrożeń.

Myślę bardziej o sytuacjach, gdy dorośli, wskutek zatarcia się granic, nie są w stanie spełniać swoich podstawowych zadań względem dzieci – takich jak ochrona przed zagrożeniami czy przekazywanie pozytywnych wzorców. U młodych ludzi może to skutkować zaburzeniem poczucia bezpieczeństwa. O ile na co dzień przyjemnie jest być „na jednym poziomie” z rodzicami, o tyle w obliczu zagrożenia czy też kryzysu (a tych przecież na każdym etapie życia dzieci nie brakuje) dobrze mieć u boku kogoś mądrzejszego czy silniejszego. Jestem przekonany, że niezależnie od pokolenia młodzi ludzie potrzebują autorytetów i wsparcia w trudnych chwilach i optymalnie byłoby, gdyby mogli obie rzeczy znaleźć w rodzinie. A co, jeśli za bardzo zagalopowaliśmy się w partnerstwie z własnymi dziećmi? Nigdy nie jest za późno, aby starać się przywrócić równowagę, a pierwszym krokiem może być już sama świadomość, że należy to zrobić.

Kiedy możemy zacząć mówić o realnych dysfunkcjach i na czym one polegają?

– Dysfunkcje w rodzinie mogą być stałe lub czasowe. Do tych drugich należy m.in. utrata pracy, choroba, wypadek, śmierć rodzica lub brata czy siostry – cokolwiek, co pochłania uwagę i uczucia, których zaczyna brakować dzieciom. Dysfunkcja pojawia się też wtedy, kiedy od dziecka oczekuje się zachowania typowego dla osoby dorosłej. Na dziewięcioletnich bohaterów filmu „Widzę, widzę” została zrzucona odpowiedzialność za to, żeby mama się dobrze czuła. Jednocześnie matka zakazała synom wszystkiego, co właściwe dla ich wieku – hałasowania, biegania, bawienia się ze zwierzętami. To było z jej strony nadużycie. Miarka się przebrała.

Filmowa historia jest pełna niedopowiedzeń, alewygląda na to, że chłopcy wcześniej stracili ojca. Powodem mógł być wypadek lub rozwód. Dzieci padły ofiarą jednego lub drugiego. To prawda, że ofiary często stają się agresorami?

– Nie zgodziłbym się z tym, że to dzieje się często. Ludzie noszą syndrom ofiary w sobie i przenoszą go w nowe środowiska, sytuacje czy relacje. Ci, którzy mają niskie poczucie własnej wartości, nie umieją się bronić, są bierni. Rzadko kiedy ktoś taki staje się agresorem; jest na to zwyczajnie za słaby. Dzieci reagują na traumę w rodzinie w bardzo indywidualny sposób. Zazwyczaj pojawia się lęk i dziecko się wycofuje, zamyka w swoim świecie, czasami przestaje mówić. Kiedy indziej reakcją obronną rzeczywiście może być jednak agresja wywołana przez złość lub żal po utracie kogoś bliskiego. Przypomina mi się historia Johny’ego Casha, który został obwiniony o śmierć swojego brata. Poczucie winy bardzo łatwo narzucić. Wiele zależy od tego, jak w tej samej sytuacji, w której znalazły się dzieci, zachowują się dorośli. Trudno mi jednak powiedzieć, co wydarzyło się w domu w filmie „Widzę, widzę”, zanim zostaliśmy do niego wpuszczeni i jakie było podłoże tego horroru.

Pofantazjujmy jednak! Jakie mogły być jego przyczyny?

– Funkcjonalna rodzina charakteryzuje się pewną elastycznością. Zasady i granice zmieniają się w wyjątkowych okolicznościach lub z biegiem czasu. I z tych zmian nie robi się problemu. Zbytnia autorytarność, czyli brak zgody na jakiekolwiek dyskusje, powinna niepokoić równie mocno, jak rodzicielska nadopiekuńczość, która nie pozwala rozwinąć dziecku skrzydeł.

Wydaje mi się, że działanie filmowych braci jest efektem zemsty. To próba odreagowania i rodzaj buntu przeciw ewidentnie nowej, domowej sytuacji. W kilku scenach widzimy, że matka kontroluje synów, zamyka ich w pokoju, narzuca sztywne reguły gry. Chłopcy przywiązują matkę do łóżka i zyskują tym taką władzę, jaką ona wcześniej prawdopodobnie miała nad nimi – absolutną. Kopiują jej model zachowania. Z drugiej strony matka była też osłabiona – po rozwodzie, wypadku, operacji plastycznej, której powodów nie znamy. A w akt przemocy zawsze jest wpisana nierównowaga sił.

Zwykle dorosła osoba dysponuje większą siłą niż dziecko.

– Tak, dlatego sytuacje, w których dziecko znęca się nad rodzicem, są stosunkowo rzadkie. Wiemy o dorosłych dzieciach znęcających się nad starszymi rodzicami, ale teraz mówimy o dziewięciolatku. Żeby doszło do takiego aktu przemocy, dziecko w jakiś sposób musi zyskać wyraźną przewagę nad rodzicem.

Jak może to zrobić?

– Dziecko musi ktoś wspierać i może to być np. babcia albo koledzy z podwórka, którzy mogą zastraszyć mamę wracającą do domu wieczorem po pracy. Czasem wystarczy się tylko na nich powołać.

W grupie tkwi siła. Czy dlatego w filmie chłopców jest dwóch?

– Na pewno. W grupie dziecko jest w stanie zrobić rzeczy, których nigdy nie zrobiłoby samemu. Wrażliwemu synowi mojego znajomego zdarzyło się grupowo wlać słabszemu koledze w łazience. Pamiętam też, że kiedy sam miałem 12 lat, całe nasze osiedle żyło historią włamania do hurtowni. Koledzy z bloku wybadali, że jej właściciel składuje przywiezioną z Niemiec gumę balonową i słodycze. Paru chłopaków stało więc na czatach, a inni włamali się przez piwnicę. Później pół osiedla zajadało się cukierkami i nikt nie poniósł żadnych konsekwencji tego złodziejskiego czynu. Sam wprawdzie nigdy nie zorganizowałbym takiej akcji, ale pamiętam, jak podniecające było zastanawianie się nad tym, czy złapią nas wszystkich, czy nie? Czuliśmy się wszyscy jak bohaterowie filmu sensacyjnego. Nie bez kozery lubimy je oglądać.

Lubimy też oskarżać media o całe zło na świecie. Tymczasem baśnie braci Grimm, w których dzieci zaczytywały się dawniej, też są pełne przemocy.

– Tak, ale w starych bajkach czy brutalnych baśniach braci Grimm role były jasno rozdzielone – było wiadomo kto jest dobry, a kto zły. Współczesne bajki i filmy dla dzieci charakteryzuje znacznie większy relatywizm. Pamiętam, że zdałem sobie z tego sprawę, oglądając „Leona zawodowca”. Główny bohater jest fascynujący, to dobry człowiek i w gruncie rzeczy pozytywna postać, której chce się kibicować. Ale jednocześnie to przecież płatny zabójca! Dzieci oglądają coraz więcej filmów, w których postaci są ambiwalentne moralnie. To ciekawe rozwiązanie fabularne, ale dzieci w pewnym wieku potrzebują jasnych wzorców. Nie oferują ich nawet bajki, które, gdyby się nad tym zastanowić, wcale nie są dziś kręcone z myślą o dzieciach.

Żeby na sali kinowej znaleźli się najmłodsi, filmem musi się najpierw zainteresować dorosły.

– Bajki są więc pisane dwutorowo i po brzegi wypełnione podtekstami. Finalnie dorośli śmieją się z czegoś innego niż dzieci. W Disnejowskiej „Królewnie Śnieżce” nie było drugiego dna. W „Shreku”, „Autach” czy „Gdzie jest Nemo?” są wyraźne podteksty seksualne i dowcipy, których sens wyłapuje tylko dorosły. Ale dzieci je wyczuwają. Rozumieją dziś więcej, niż może się nam wydawać, ale czasem wiedza zyskana zbyt wcześnie robi im więcej krzywdy, niż daje korzyści.

A agresja to rzecz wrodzona czy nabywana?

– Może być taka i taka. Agresywne zachowania można wynieść z domu lub wyuczyć się ich w trakcie kontaktów społecznych z rówieśnikami lub nauczycielami. Czasem matka jest lękliwa, słaba, wycofana, a rozwijające się przy niej dziecko karmi się strachem i rozwija psychopatyczne tendencje do okrucieństwa i bezwzględności. Osoba psychopatyczna traci zdolność współodczuwania, a z tym idzie w parze utrata poczucia winy i sumienia. Dziecko musiałoby być jednak wystawione na bardzo długie działanie, które nie uczy tych rzeczy lub ich z sukcesem oducza. To się może wydarzyć w rodzinach, w których obecna jest przemoc. Kiedy tata załatwia sprawy z kolegami za pomocą pięści, dziecko będzie to samo robić w szkole, bo nie zna innego sposobu komunikowania swojego zdania. Są też teorie, które głoszą, że pewne psychopatyczne tendencje są wrodzone i kształtują osobowość na poziomie fizjologicznym. Choroba psychiczna dotyka jednak niewielkiego procentu dzieci zachowujących się agresywnie.

 

To prawda, że agresja pojawia się prawie zawsze na jednym z etapów rozwoju dziecka i jest to rzecz w pełni naturalna?

– Tak. Czasem mówi się nawet, że agresja u dzieci jest pierwszą formą komunikacji. Nieumiejący jeszcze mówić dwulatek podbiega do kolegi w piaskownicy, uderza go łopatką po głowie i ma pewność, że od tego zacznie się interakcja między nimi. Dzieci gryzą, biją, ciągną za włosy i obserwują, jakie to wywołuje reakcje. Zazwyczaj jednak dziecko dosyć szybko, bo najpóźniej w trzecim roku życia, uczy się odróżniać dobro od zła.

Wedle skali rozwoju moralnego Kolberga występują trzy stadia rozwoju moralnego: przedkonwencjonalne, konwencjonalne i postkonwencjonalne. I już na pierwszym etapie pierwszego z nich pojawia się respekt dla zasad moralnych. Dziecko jest motywowane wizją kary. Rozumie, że bycie posłusznym się opłaca, i wie też, że kiedy uderzy kolegę, jego to zaboli. Mało tego, są osoby, wobec których się hamuje. Dziecko uderza kogoś, kto mu nie odda, bo chce mieć gwarancję sukcesu. Pamiętajmy też, że agresja nie jest uczuciem ani cechą osobowości, ale formą reakcji – działaniem pojawiającym się w odpowiedzi na różne emocje.

Pierwszą, która przychodzi mi do głowy, jest złość.

– To naturalne. A dzieci, które mają niewielką władzę, ale dużo złości w sobie, mogą próbować ukarać rodziców. I zrobią to, kiedy np. przestaną ich akceptować. Ale bardzo często, a zwłaszcza u dzieci, agresja powstaje też w reakcji na nudę (nie zawsze uruchamia ona kreatywność), lęk lub frustrację. Strach często narasta w dzieciach w rodzinach permisywnych, w których rodzice pozwalają na wszystko. Dają dzieciom prawa, których w rzeczywistości sami nie mają. A jeśli dziecko jest narażone na długotrwałe zablokowanie swoich dążeń, rodzi się frustracja. Agresja może jej towarzyszyć.

Czym może być sfrustrowane dziesięcioletnie dziecko?

– Wszystkim! Może chce mieć kota, a rodzice nie chcą zwierząt w domu? I wystarczy. Oczywiście nie jest tak, że każde zablokowanie dążeń będzie budzić agresję – ale może. Reakcje w dużej mierze są uzależnione od temperamentu. Jedna osoba zareaguje złością na to, co drugą zasmuci, a trzecią przestraszy. Każda emocja jest indywidualną odpowiedzią na trudną sytuację. Agresja rozładowuje emocje i przynosi natychmiastową ulgę. Może być też jednak czysto instrumentalna – ukierunkowana na osiągnięcie konkretnej korzyści. Kiedy dziesięciolatek chce sobie kupić batona w szkolnym sklepiku i wygania z kolejki siedmioletniego kolegę, nie robi tego dlatego, że ma wobec niego jakieś negatywne emocje. Zachowuje się tak, bo chce szybciej osiągnąć własny cel i np. przed dzwonkiem na lekcje pograć z kolegami w piłkę.

Kadr z filmu Kadr z filmu „Widzę, widzę” (fot. materiały prasowe)

Jak rodzice mają sobie radzić z dziećmi, które stosują przemoc – wobec nich, swojego otoczenia, siebie samych?

– Jeśli podłożem agresji jest złość, trzeba od małego uczyć dziecko bardziej konstruktywnych sposobów radzenia sobie z nią. Siłą rzeczy w życiu przeżywa się różne emocje. Zamiast je blokować, trzeba się nauczyć je nazywać, rozumieć i radzić sobie z nimi w sposób, który nie odbija się na innych. Dzieciom trzeba tłumaczyć, co się z nimi dzieje, i szukać przyczyn ich różnych stanów emocjonalnych. To wymaga rodzicielskiej czujności. Trzeba też pamiętać, że przemoc się rozkręca, rzadko zaczyna się od górnego C. Agresor testuje możliwości, obserwuje, co działa, a co nie; przesuwa granice i w końcu je przekracza. Rodzice powinni modelować w dziecku pozytywne reakcje. Wyładowanie się na zewnętrznym obiekcie jest proste. Kiedy jednak dziecko widzi, że mama ma swój sposób na radzenie sobie ze złością, dostrzeże, że istnieją alternatywne modele dawania upustu emocjom.

Z jakimi najtrudniej sobie radzić?

– To indywidualna sprawa, ale chyba postawiłbym na wstyd i żal.

W sytuacji przemocy dzieci wobec dorosłych wstyd towarzyszy tym drugim.

– Rodzice wstydzą się mówić o tym, że dzieci są agresywne wobec nich, bo przyznaliby się do porażki wychowawczej. Trudno dziś nawet mówić o tym, jakie są statystyki. Wygląda na to, że generalnie nawet ich nie ma.

Kiedy rodzice powinni udać się do specjalisty? I jak przekonać ich, że dzięki temu pomogą sobie i dziecku, a na pielęgnowaniu wstydu wszyscy stracą?

– Nie z każdym problemem wychowawczym musimy od razu zwracać się do specjalisty. W wielu wypadkach rodzina jest w stanie niejako „własnymi siłami” zmienić układ wzajemnych relacji. Czasami wystarczy tak prozaiczna rzecz jak rozmowa dwojga dorosłych (partnerów), umówienie się na wspólne zasady i konsekwentne ich przestrzeganie. Myślę tu zwłaszcza o sytuacjach, kiedy mamy do czynienia bardziej z pojedynczymi agresywnymi zachowaniami dzieci wobec rodziców niż z powtarzającymi się aktami przemocy. Niekiedy jednak system rodzinny potrzebuje „interwencji z zewnątrz” – choćby w przypadku, gdy jedno z partnerów, w mniej lub bardziej świadomy sposób, wspiera dziecko w niepożądanych zachowaniach.

Generalnie w sytuacji przemocy największą skuteczność mają działania podejmowane na możliwie najwcześniejszym etapie, ponieważ przemoc ma tendencje do eskalacji. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że bezradność wobec własnego dziecka jest trudnym uczuciem, do którego nie zawsze mamy ochotę się przyznawać, jednak z mojego doświadczenia wynika, że rodzice często decydują się szukać pomocy dopiero, gdy stanie się coś naprawdę poważnego.

źródło:

http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,138262,18825123,na-jej-twarzy-malowal-sie-upiorny-usmieszek-juz-kilkunastomiesieczne.html

Dziecko leniwe

Wychowawca do dzieci leniwych zalicza zazwyczaj wszystkie dzieci, które nie potrafią dostosować się do ustalonego przez niego rytmu pracy. (więcej…)